wtorek, 23 sierpnia 2016

Książka na wyjazd

Ach, znacie takie? Na pewno! A jak byście je zdefiniowali? Myślę, że większość zgodnie powiedziałaby, że książka na wyjazd to po prostu coś lekkiego. Ręka w górę kto o tym pomyślał? 


I ja to w pełni rozumiem! Kilka lat temu zaczęłam wyjeżdżać na wakacje - pociągami. Spędzałam w nich długie godziny, których wyobrażenie sobie bez książki przychodziło mi z trudem. Z początku chciałam zabierać ze sobą jakieś "odmóżdżacze", ale to zazwyczaj kończyło się wpatrywaniem się w okno, bo... nie mogłam się skupić. O ile ideę książek niezbyt-wymagających-myślenia rozumiem i czasem sama przecież po nie sięgam, żeby odpocząć, żeby się zrelaksować... tak w podróży mi one nigdy "nie wchodziły"

Dlatego przestałam z tym walczyć i... zaczęłam czytać klasyki. Gdyby pewnego lata nie zamarzyły mi się wakacje na Mazurach, pewnie do dziś nie znałabym (albo: nie poznała osobiście) "Dumy i uprzedzenia". Z całą pewnością nie zapałałabym wielką miłością do "Rozważnej i romantycznej", do której wracałam trzy lata pod rząd i do której dziś też mam ochotę wrócić. Nie pokochałabym Pana Darcy'ego, nie mówiła na trzech egzaminach z ogromną pewnością siebie o Trędowatej. 

Może Wam się to wydawać nawet nieco zabawne. Z jednej strony, jak wszyscy, zabieram ze sobą zawsze coś bezmyślnego, najczęściej gazety, które zawsze ktoś czyta mi przez ramię. Bo, nie ukrywajmy, przyciągają wzrok. Z drugiej strony, wyskakuję w pociągu z zupełnie nie-lekką książką, którą chłonę, narażając się u celu podróży na zdziwione spojrzenia, bo ile to waży, co Ty znowu wymyśliłaś i że też Ci się chce. A no, chce mi się.

W tym roku nie jadę. Albo... jadę, ale nie będę czytać. I wiecie, że mam momentami ochotę zrezygnować z samochodu, żeby zabrać ze sobą książkę? Już nawet myślałam o audio booku, choć trochę nimi gardzę, bo wciąż uważam, że magia książki tkwi w papierze pod palcami. Ale może lepiej słuchać niż zrezygnować z tych historii całkowicie?

Nie mam z tego wniosków. I tak naprawdę myślę, że... tu wcale nie chodzi o wnioski. Podróże mają to do siebie, że są tym momentem tylko dla nas. Nawet, kiedy nie podróżuje się tak jak ja, czyli w samotności. Przychodzi taki moment, kiedy z słuchawkami w uszach lub w całkowitej, wewnętrznej ciszy, człowiek zaczyna wpatrywać się w okno i... rozmyślać o życiu. Nie ma co temu zaprzeczać, podróże takie są. Magiczne. I móc spędzić w nich czas z lekturą, w której można się zakochać, lub zakochiwać z każdym zdaniem od nowa, to magia jeszcze większa. Tak więc, jeśli mogę Wam coś polecić - weźcie ze sobą książkę, po którą zawsze chcieliście sięgnąć, a nie taką, która "może być dobra na wyjazd". Dobra jest ta, do której Was ciągnie. 

Z okazji lata, lepiej późno niż wcale, chciałam życzyć Wam jak najwięcej chwil dla siebie i  pięknych podróży. Mam nadzieję, że mimo późnej pory, u niektórych jeszcze te życzenia się spełnią! A ci z Was, którzy wyjazdy mają za sobą... powiedzcie, jak było? I co czytaliście? ;)


źródło zdjęć: google

1 komentarz:

  1. Czytało się i lekkie tytuły i cięższe gatunkowo, a nawet w tym roku pewne zaległości dało się nadrobić ;)

    OdpowiedzUsuń