wtorek, 14 marca 2017

Kirsty Moseley - Chłopak, który chciał zacząć od nowa


Mam nieco mieszane uczucia w kwestii tej książki. Głównie dlatego, że kiedy zaczęłam ją czytać (i tak naprawdę trwało to dość długo) w rozmowie z K. porównałam ją do Greya mówiąc, że tak oto mam przed sobą, zamiast porno dla mamusiek, duszno dla nastolatek. I jakkolwiek chciałabym uciąć to porównanie na samym początku tak nie mogłam... prawie przez połowę książki. Ale zacznę od początku. 


O Kirsty Moseley usłyszałam na blogach jakiś czas temu, kiedy za sprawą jej debiutu zaczęło być o niej dość głośno. Czytałam kilka opinii, z których większość była raczej niepochlebna, a kiedy na nasz rynek wydawniczy weszła druga spisana przez nią historia, gwiazda dzisiejszego postu, nie szczędzono jej porównań do nie najlepszej poprzedniczki, ostatecznie określając ją jako "tę lepszą, choć nie pozbawioną wad". Powoli zbieram się do postu odnośnie dobrych książek, więc nie będę się zagłębiać w definicję tego pojęcia. W kontekście Chłopaka, który chciał zacząć od nowa mam jednak to szczęście, że nie czytałam Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno, więc nie mam czego porównywać. I myślę, że to dobrze, bo to pozwala ocenić mi tę pozycję w kontekście jej samej, a nie ogólnej twórczości autorki. 

Znów (bo ostatnio głównie takie książki tu opisuję) mamy dwójkę skrajnych bohaterów - chłopaka z przeszłością i dziewczynę z dobrego domu, z życiem zaplanowanym przez rodziców. Jamie ma za sobą działalność kryminalną, pobyt w poprawczaku i trudne dzieciństwo - już na pierwszej stronie, w prologu, przyznaje nam się, że:
Chyba wszystko sprowadza się do tego: nazywam się Jamie Cole i jestem mordercą. 
Uznałam to za niezły początek o tyle, że niesie za sobą swego rodzaju obietnicę rozwikłania czegoś, co niewątpliwie intryguje zwłaszcza biorąc pod uwagę ten sposób bycia, myślenia, który zaprezentowany nam został od pierwszego zdania i który ciągnie się za Jamiem do końca. Z jednej strony bowiem mamy tego facet z kryminału, który tej łatki już do końca życia się nie pozbędzie, a z drugiej naprawdę wrażliwego i sympatycznego 21-latka, który chce zacząć od nowa, ale chyba nie potrafi się do tego zabrać, bo przeszłość wciąż go ściga, czyhając tuż z rogiem

Z drugiej strony mamy Ellie - kapitankę drużyny cheerliderek, dziewczynę kapitana szkolnej drużyny footballowej, którą znają wszyscy, lubią wszyscy, która ma jedną najlepszą przyjaciółkę i miliony marzeń. Choć tak właściwie kapitan Miles jest już jej byłym chłopakiem, bo El poznajemy w momencie, kiedy zakończyła 2,5 letni związek. (z czym, tradycyjnie, Miles nie może się pogodzić) 

Schemat jest prosty i wszystkim znany - spotykają się, lecą iskry, nie chcą się angażować (z tym, że w tej historii to ona broni się bardziej twierdząc, że potrzebuje swobody i oddechu od bycia "drugą połową"; że chce pobyć El, a nie "El, czyjąś dziewczyną"), ale przewrotny los sprawia, że kochają się do szaleństwa właściwie od tej pierwszej imprezy. (i pierwszego razu) I walczą o siebie, bo jakże by inaczej...

Mam z tą książką taki problem, że ani ta "grzeczna dziewczynka" nie jest grzeczną dziewczynką, ani ten kryminalista nie jest bandziorem. Bije się jak zawodowiec, wyrobił sobie swego rodzaju markę w przestępczym świecie i wzbudza zarówno strach (obcych) jak i szacunek (tych "złych", którzy o nim słyszeli i chcieliby z nim pracować), ale z drugiej strony jest taką... ciepłą kluchą, kiedy staje przy El, swojej 18-letniej nimfomance. Nie sposób tego określić inaczej, bo połowa tej książki to opis ich łóżkowych przygód, sprośnych żartów i mojego zastanawiania się, czy coś się tu jeszcze wydarzy...

Wielki plus za dobrze poprowadzony wątek przeszłości Jamiego i intrygujący ciąg dalszy. Powieści New Adult mają to do siebie, że zaczyna się je czytać, czyta... aż nagle jest okładka, a ta kropka okazuje się ostatnią. Nie zmusza za bardzo do myślenia, pochłania przystępnym dla młodzieży językiem, który mnie ("trochę" jednak starszej niż lat -naście) nie męczy, może wyłączając wspomniane obsesje łóżkowe i to, o czym czytałam w niejednej recenzji tego "Chłopaka..." - specyficznego humoru, nazbyt ckliwych wyznań i momentami naprawdę głupich tekstów.

Naprawdę mam problem. Nie jest to najlepsza książka, jaką w życiu czytałam i momentami (na początku) byłam nią już trochę zmęczona, bo długo nic się nie działo. Chciałam wiedzieć coś więcej, poznać kolejną tajemnicę, rozwikłać zagadkę przeszłości... a oni wciąż chodzili do łóżka, spotykali się na imprezach, El piła na umór, a on nosiłby ją na rękach. Trochę do porzygu, a z drugiej strony to tylko dwójka nastolatków odkrywających miłość na swój własny sposób, kochających po raz pierwszy, uczących się siebie nawzajem i siebie samych przy okazji, bo odkrywali przy sobie te zakątki swoich charakterów, emocjonalności i wrażliwości, których dotąd nie znali. Fajnie, ale trochę za długo. 

Generalnie Chłopak, który chciał zacząć od nowa to początek serii, którą na pewno będę chciała kontynuować, kiedy przyjdzie ku temu okazja. Nie powiem, że będę czekać z utęsknieniem, ale... myślę, że warto samemu się przekonać co w trawie piszczy.

Moja ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins.

4 komentarze:

  1. Wiedziałam, że skądś znam tą panią! Właśnie z "Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno". Dlatego... stanowcze nie :D. Takich Greyów dla nastolatek to ja nie chcę, haha.
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem problem z nią polega na tym, że za wolno się "rozkręca" i została "zapchana" scenami łóżkowymi, które nie wnoszą niczego do treści. Można było określić jednym akapitem, że są nienasyceni, a nie zajmować 150 stron książki kolejnymi podbojami. Ale chyba nie jest taka zła. Trzeba tylko przebrnąć przez początek ;)

      Usuń
  2. Mam na oku tę ksiażkę, ale zostawiam ją sobie na później :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I może słusznie, nie pali się. Chociaż zachęcam do zapoznania się i chętnie poczytam co Ty o niej myślisz :)

      Usuń