poniedziałek, 30 stycznia 2017

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej.


Są takie filmy i książki, o których chciałabym opowiedzieć Wam od razu. A z drugiej strony są i takie, do opowieści o których muszę porządnie zebrać myśli i wydaje mi się, że gdyby "zabrać się" za recenzję ich od razu po lekturze/seansie, opinia ich dotycząca byłaby zgoła inna niż ta po trzech dniach czy tygodniu. Tak jest, po prostu. I zakładam, że wszyscy tak mamy.



Do recenzji Sztuki kochania zbieram myśli od wczoraj, kiedy to wybrałam się do kina i jestem pewna, że gdybym zaczekała jeszcze kilka dni... połowa myśli, które chcę Wam przekazać wyleciałaby mi z głowy.

Jak już zapewne wiecie, film ten opowiada historię Michaliny Wisłockiej, polskiej seksuolog żyjącej w czasach PRL-u, która z całego serca pragnęła opowiedzieć historię miłości - nie tylko tej duchowej, ale i cielesnej. Miśka jest kobietą, której niejednokrotnie w późniejszym okresie jej działalności, zwłaszcza na etapie pierwszych prób wydania książki, robiono wyrzuty odnośnie życia prywatnego - przedwcześnie zakończonego małżeństwa, życia w trójkącie i bliźniaków, które tak naprawdę nimi nie były. Poznajemy ją w roku 1939, kiedy u boku swojej przyjaciółki Wandy, pierwszy raz spotyka Stacha - swojego późniejszego męża. Niemniej jednak, film opowiada historię jej życia na przestrzeni czterdziestu lat, przeskakując pomiędzy teraźniejszością - kiedy chce wydać swoją Sztukę kochania - a przeszłością - kiedy ta historia poniekąd się tworzy.


Mimo wszystkich przedpremierowych recenzji i przypuszczeń odnośnie realizacji tego materiału, to nie jest film o seksie. A przynajmniej nie na takim szczeblu, na jakim sama się tego spodziewałam. Tak naprawdę historia Michaliny Wisłockiej... jest historią Michaliny Wisłockiej. I tysięcy kobiet żyjących w Polsce w czasach PRL-u, przed nimi i po nich, także współcześnie, które mają ambicje, marzenia i chcą walczyć o swoje. Poznajemy Miśkę jako 18-latkę, przechodzimy z nią przez okres studiów, pracy doktoranckiej, chęci prowadzenia badań, na które uczelnia nie chciała dać pieniędzy, bo nie była mężczyzną, a także pierwszej miłości, stosunkowo trudnego macierzyństwa i poznawania swoich potrzeb, które niejednokrotnie nie szły w parze z potrzebami jej bliskich. Stąd też w relacji małżeńskiej Miśki i Stacha pojawiła się Wanda - mająca być tą, która uzupełni pewien niedobór w sferze małżeńskiej, wynikły z niechęci Wisłockiej do współżycia.

Czytając liczne artykuły dotyczące realizacji tego filmu z każdej strony natykałam się na jedno zdanie: Michalina Wisłocka była rewolucją seksualną Polaków, kiedy tak naprawdę przez połowę swojego życia, zupełnie nie lubiła seksu. Jak sama jednak powiedziała po premierze książki: niewidomy nie jest w stanie pisać o kolorach, a książka ta, podobnie jak film (o czym już wspomniałam) jest o miłości, dla małżeństw, dla ich ratowania.



Sadowska w wywiadzie dla Wysokich Obcasów powiedziała, że film ten wyłamał się z ram niskobudżetowego kina tworzonego przez kobiety na przestrzeni wielu lat, mając do dyspozycji 8 mln zamiast 3, które zazwyczaj "dostają" kobiety. I niewątpliwie ten budżet widać. Pozwolił on przede wszystkim stworzyć aurę ubiegłego stulecia czy to w postaci otoczenia bohaterów - urządzenia mieszkań, gabinetów lekarskich, pensjonatu - czy również ich samych. Piękne stroje, choć większość uwagi skupionej jest jednak na Michalinie, która nosi się dość ekstrawagancko - w czasach szarości i ludzi wyglądających jakby z fotografii robionych w sepii, ona jedna wyglądała kolorowo.

Nie sposób mi również przejść obojętnie obok odgrywającej główną rolę Magdaleny Boczarskiej. Niejednokrotnie wspomniałam Wam tutaj, że nie jestem fanką rodzimych produkcji filmowych (podobnie jak i książek pisanych przez rodzimych autorów), ale z biegiem czasu chyba zaczynam się do nich przekonywać. Niemniej jednak, skupiając uwagę na tym konkretnie filmie chce powiedzieć, że Boczarska zagrała rolę trudną. Trudną ze względu na przeskok w czasie - od 18-latki do 55-latki, przechodząc od okresu II wojny światowej do czasów PRL-u, które odegrały w tym filmie wielką rolę choćby ze względu na nierówne traktowanie kobiet i ich próbę walki o swoją pozycję.


Myślę, że to jest dobry film. Choć siedząc w kinie, kiedy powoli zapalały się w nim światła jedynym, co przyszło mi na myśl, co mnie wypełniło, był po prostu smutek. Ale może tak miało być?
Michalina jest wspaniałym bohaterem filmowym, to postać tragiczna, złamana, ale pełna komizmu i dystansu, walcząca. Wygrywa, ale do końca życia jest samotna z wyboru. Powiedzieć pełnokrwista, to za mało powiedzieć. I jeszcze świadomość, że ona nigdy nie przeżyłą wielu z tych rzeczy, które opisuje w "Sztuce kochania", np. tej czułości, stałości, miłości związanej z seksem. A dla niej duchowość była nierozłącznie z seksem związana. Chociaż ona próbowała to przez połowę swojego swojego dorosłego życia rozdzielić, kochała męża, ale unikała z nim seksu. Dlatego dzieliła go z przyjaciółką. *
Prawda jest taka, że Wisłocka stoczyła w życiu niejedną wojnę - od swojego nieudanego małżeństwa, niezgrania z mężem, dziwnego rodzaju przyjaźni z Wandą, z którą współdzieliła to małżeństwo, przez niespełnioną miłość do Kapitana i nieobecność w życiu dzieci (z wyboru, i nie z wyboru), aż do (jakkolwiek brutalnie to brzmi) bycia kobietą, co zamknęło jej wiele drzwi na ścieżce zawodowej. I choć ostatecznie książka, o którą walczyła - ona, i dziesiątki kobiet w Warszawie - została wydana w 1976 roku (a teraz premiera filmu zbiegła się z jej wznowieniem), to Michalina miała smutne życie. I taki jest ten film. Choć nie, absolutnie nie jest zły.

W bardzo wielu przypadkach po obejrzeniu filmu nakręconego na podstawie książki chciałam sięgnąć po pierwowzór. W tym przypadku jednego jestem pewna - "Sztuka kochania" Michaliny Wisłockiej nie jest książką, którą kiedykolwiek chciałabym przeczytać.

+ przytoczę swoją odpowiedź na komentarz poniżej: "Sztuka kochania" jest poruszającym filmem. Pokazuje walkę, jaką człowiek musi stoczyć, by osiągnąć to czego pragnie. Michalina chciała nieść pomoc, uświadamiać, a wiązano jej usta, krępowano dalszy rozwój, bo była kobietą, miała mniejsze możliwości i nie chciano jej wysłuchać. I ten fragment (w filmie) "cały rząd to czyta, oczywiście pod stołem". To jest naprawdę poruszający film. I dobry. Tyle, że... smutny, mimo wszystko.

* Maria Sadowska w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów Extra"

5 komentarzy:

  1. Za to ja chętnie przeczytam książkę, a tym bardziej obejrzę film. Jestem przekonana, że mnie poruszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ on jest poruszający! Pokazuje walkę, jaką człowiek musi stoczyć, by osiągnąć to czego pragnie. Michalina chciała nieść pomoc, uświadamiać, a wiązano jej usta, krępowano dalszy rozwój, bo była kobietą, miała mniejsze możliwości i nie chciano jej wysłuchać. I ten fragment "cały rząd to czyta, oczywiście pod stołem". To jest naprawdę poruszający film. I dobry. Tyle, że... smutny, mimo wszystko. W dodatku mogłabym napisać drugi post dotyczący swoich odczuć odnośnie tego co o nim do tej pory czytałam.

      Usuń
  2. Film bardzo chętnie obejrzę, po książkę też sięgnę, nie mogłoby być inaczej. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja po książkę sięgnę właśnie po obejrzeniu filmu- całkowicie mnie do tego zachęcił. Uważam, że film jest godzien uwagi dla każdego, również ze względu na aktualność poruszanego przez niego tematu. Świetna scenografia, dobry humor. Naprawdę dobry film, a co za tym idzie, dobry filmowy początek roku dla polskiego kina

    OdpowiedzUsuń
  4. co do filmu to jest bardzo poruszający, ale też według mnie mimo wszystko pozytywyny. Ok, Wisłocka nie miała w życiu lekko, ale to były jej wybory. Niemniej jednak na film zdecydowanie warto się wybrać :)

    OdpowiedzUsuń