czwartek, 19 stycznia 2017

Karolina Baszak - Fale

źródło: fale.karolinabaszak.com

Czekałam na tę płytę kilka szalenie długich lat. 

Poznałam Karolinę przy okazji zamieszczenia w sieci dawno temu utworu pt. "Domek z kart" (niestety nie znalazłam go teraz, by móc Wam pokazać) - pamiętam Jej początki blogowania i nagrywania na YouTube filmów, które niezmiennie od lat urzekają mnie (jak i w ogóle Karolina) niesamowitą estetyką. Mogłabym o niej mówić godzinami, ale ograniczę się do stwierdzenia, że nie spotkałam się z czymś podobnym nigdzie dotąd, a wierzcie mi, że szukam tego nieustannie... bo mnie to pochłonęło.



Ocierałam z polików łzy wzruszenia, kiedy Karolina podzieliła się wiadomością o płycie i zamówiłam ją sobie jako pierwszy z prezentów świątecznych. Z całym szacunkiem dla rodziny i bliskich, najlepszy prezent zrobiłam sobie jednak sama. Z "małą pomocą" Pani Baszak, okej ;)


Do rzeczy.

Płakałam jak dziecko przy "Prawdziwej historii" i choć mnie samej trudno byłoby w to uwierzyć, gdybym tego nie przeżyła - dźwięki przyszły przed obrazem i właśnie tak, jak ten teledysk (klik) został nagrany, sobie go wyobrażałam. (o to mi chodziło w drugim akapicie) Nie będę rozwodzić się nad tym jak wiele obudziła we mnie ta piosenka i jak wiele, na powrót, przy niej poczułam. To kolejny powód, by zamówić płytę, choć nie miałam najmniejszej wątpliwości, że ją kupię, zanim w ogóle została nagrana. (a przyznam Wam szczerze, że o ile książek kupuję bardzo dużo, jak płyt mam zaledwie kilka)

"Fale" to dwanaście autorskich tekstów, które zebrane na jednym krążku utworzyły niesamowicie spójną i klimatyczną całość.

Najpiękniejsza w muzyce jest możliwość dowolnej interpretacji. I to, że słuchając pewnych dźwięków... przypominamy sobie rzeczy, które miały miejsce w naszym życiu. I nie zrozumcie mnie źle, ale odbieram tę płytę jako tak osobistą, że... zatrzymałabym ją dla siebie. "Fale" to odejście od wszystkiego, co możemy usłyszeć w radio - od komercji, trywialności i tej charakterystycznej dla naszych czasów nie-czułości. Ta płyta to swego rodzaju powrót do przeszłości. Tej muzycznej. To doskonały krążek do śpiewania w samotności i picia wina przy kominku. Choć momentami może wyciskać łzy (jak to było u mnie w przypadku pierwszej piosenki) - to są też takie chwile, kiedy napełnia nadzieją. Przede wszystkim jednak tym, co ja u Karoliny odnajduję od samego początku, kiedy spotkałam się z jej twórczością po raz pierwszy - spokojem. Teksty, słowa i muzyka poruszają w człowieku delikatną stronę muzycznej wrażliwości, pochłaniając do reszty od pierwszego do ostatniego dźwięku. A tym ostatnim jest cisza, ona też jest przecież dźwiękiem. Często najgłębszym ze wszystkich.

Do tego, w głosie Karoliny jest taka iskierka... uśmiechu. Naprawdę słyszę ten uśmiech! Nie jestem pewna czy to normalne czy tylko ja tak mam, ale te dźwięki podsuwają tysiące obrazów. (chyba chciałabym robić teledyski ;))

Myślałam, że to będzie płyta o miłości, ale jest to płyta o życiu. I to jest w niej najpiękniejsze. Odnajduję w niej bardzo wiele elementów, których na próżno można szukać w dzisiejszej muzyce i choć ja wiem, że te perełki się zdarzają, to nie jest o nich na tyle głośno, by je wszystkie poznać. Więc jeśli je znacie - napiszcie mi o nich koniecznie!

Zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z twórczością Karoliny na blogu, Instagramie, kanale na YouTube - link do filmu o płycie - i z całego serca polecam płytę, do nabycia tutaj. (można odsłuchać fragmentów. ale ostrzegam, że one nie do końca oddają sedno tej muzyki) Chłońcie to piękno, jak ja, całymi sobą!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz