niedziela, 8 stycznia 2017

Cathy Glass - Mamusiu, wróć

Zbieram się do recenzji tej książki od  tygodnia... i myśli wciąż nieskładnie krążą mi po głowie. Jeśli mam być szczera, to sięgnęłam po nią trochę "przez pomyłkę". Wiecie już jak lubię serię Prawdziwych Historii spisanych przez Casey Watson, ale przygodę z czytaniem tego typu książek jakiś czas temu zaczęłam dzięki Cathy Glass i będąc w bibliotece pomyliłam te dwa nazwiska.



Niemniej jednak może dobrze się stało, bo przy recenzjach książek tej pierwszej dzieliłam się z Wami swoją złością na jej nieumiejętność radzenia sobie z dziećmi, nad którymi sprawuje opiekę. A przynajmniej często odnoszę takie wrażenie, jako że więcej w tych książkach mowy o bezradności niż faktycznym niesieniu pomocy. Ale dzisiaj nie o tym.



Cathy "dostała" pod opiekę 4-letnią Alice - małą, ładną i zadbaną dziewczynkę, którą wcześniej opiekowali się dziadkowie, których zdolność do wychowywania dziecka opieka społeczna podważyła ze względu na wiek. Miała spędzić u Cathy kilka tygodni, zanim trafi do domu biologicznego ojca i jego nowej żony, tymczasem...

Na świecie jest tyle małych rzeczy, które mogą nam przynieść szczęście, ale czasem żeby je znaleźć, trzeba się bardzo mocno postarać. *

Jakby to ująć... Cathy jest kobietą chcącą nieść pomoc dzieciom, które z różnych powodów nie mogą mieszkać ze swoją biologiczną rodziną. Dodatkowo mamą trójki dzieci, w tym jednego adoptowanego. Bardzo mnie poruszył jej stosunek do Alice. Ich kontakt jest ciepły, przyjacielski, a ostatecznie nawet rodzinny, choć chcę podkreślić, że absolutnie nie na zasadzie matka-dziecko. Raczej taka ciocia, bliska, może matka chrzestna - chcącą dla tej Kruszyny wszystkiego co najlepsze.

Z tego też powodu (chęci niesienia pomocy) Cathy trochę "na własną rękę" prowadzi śledztwo, nieustannie zadając pytanie: o co tutaj chodzi - opiece społecznej, która błądzi jak we mgle, zostawiając Alice samą sobie na długie tygodnie, nie potrafiąc dokończyć oceny dziadków i ojca dziewczynki, ale też sobie samej, nie wiedzącej jak pomóc dziecku, któremu wcale nie działa się krzywda.

Po tego typu książkach człowiek spodziewa się zastać w nich przemoc, czasem nawet okrucieństwo, brak troski, zrozumienia, miłości... "Mamusiu, wróć" to historia pełna wszystkich rodzinnych uczuć i emocji, tych najlepszych. Zarówno ze strony 4-latki jak i jej Mamy, która zabłądziła po drodze, nic nie rozumiejących z zaistniałej sytuacji dziadków, jak i Cathy, jej dzieci i - wreszcie! - Kitty, opiekunki społecznej, której po długim czasie przydzielono tę sprawę. Jedyną osobą, która tej miłości nie okazuje jest ojciec Alice, który od samego początku miał przejąć nad nią opiekę, bo jego żona chciała zostać matką.

 - Dobrze, spróbuję pokochać Sharon. Spróbuję się poczuć miło i cieplutko, kiedy będę o niej myśleć, tak jak z mamusią, babcią i dziadkiem - zmrużyła oczy i wzięła głęboki oddech. Wyglądało to tak, jakby się mocno skupiła. Po chwili wypuściła powietrze, westchnęła głośno i otworzyła oczy:
- Nie. Jeszcze nie zrobiło mi się miło i cieplutko. Może spróbuję jutro. *

Ale nie chcę zdradzać Wam za dużo, więc na tym poprzestanę.

Trochę tej książki nie rozumiem. To trzysta stron opisów opartych na próbie zrozumienia systemu, który wyraźnie nie działa. Trzysta stron spotkań dziecka z rodziną, którą kocha, a z którą nie może mieszkać, bo ktoś się pomylił. I tutaj, choć spojlerować nie chcę, nie będę ukrywać: ktoś naprawdę podjął pochopną decyzję. Temat przemocy w rodzinie jest ciężki i mimo coraz większego poszerzania świadomości społeczeństwa, wciąż często niezauważany. Druga rzecz, że temat opieki społecznej to na całym świecie kamień rzucony w wodę... nikt tego nie rozumie. Znamy sytuacje zabierania dzieci za błahostki i nie zabierania przy poważnych dysfunkcjach. Nie znajdziemy tu odpowiedzi.

Nie jest to tak brutalna książka jak inne z tej serii. Ale mnie naprawdę chciało się płakać... z rozpaczy nad sytuacją rodziny, która naprawdę się kocha. 

Moja ocena: 5/6

* cytat z książki

3 komentarze:

  1. Raczej tę książkę przeczytam później.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tej serii czytałam tylko jedną ksiażkę - "Czekając na anioły". Bardzo miło ją wspominam i nie wykluczam, że kiedyś znów sięgnę po podobne pozycje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej akurat (jeszcze!) nie czytałam, ale serie polecam - zarówno tą Cathy Glass jak i Casey Watson.

      Usuń