sobota, 26 listopada 2016

Współcześni idole.

Prawda jest taka, że mogłabym w domu nie mieć telewizora i nie czułabym z tego powodu wielkiej "straty". Włączam go niekiedy głównie dlatego, że w pustym mieszkaniu daje poczucie mniejszego wyobcowania, jeśli wiecie co mam na myśli. Coś tam gra w tle. Chociaż, przyznaję, są takie wieczory kiedy chcę się odmóżdzyć. A gdzieś pośrodku tego, stosunkowo rzadko, trafia się coś wartego obejrzenia.



Pamiętam Wojewódzkiego z czasów konkurencyjnej stacji i choć wtedy może nie darzyłam go sympatią - facet ma w sobie coś, co przyciąga widzów.
Coraz częściej, niestety, mam wrażenie, że jego program znacznie mniej skupia się na gościach, a prowadzący robi z siebie idiotę w stopniu, który już nie bawi. Ale kiedy trafiam na reklamę odcinka, w którym występuje ktoś ciekawy, to staram się zapamiętać, żeby we wtorek, przygotowując się do pójścia spać, włączyć telewizor. (choć nie powinno się oglądać telewizji przed snem, bo to psuje jego jakość. wiem)

Trochę z ciekawości chciałam w tym tygodniu zobaczyć Mateo i Sobotę. Nie jest to do końca mój gatunek muzyczny, ale - może trochę z sentymentu? ciekawości? - włączyłam. I o ile wywiad z Pawłem Domagałą można podejrzewać o jakiś poziom, tak dalej nie zaobserwowałam żadnego.

Wojewódzki jest człowiekiem specyficznym, starającym się dopasować do swoich gości, żeby dobrze im się rozmawiało. Okej, ja rozumiem. Z tym, że mimo tego przydługiego wstępu, wcale nie o Kubę mi chodzi, a o jego gości. Chociaż o Kubie wspomnę jeszcze tyle, że mając na kanapie czterech gości skupienie się na jednym jest sporym nietaktem. Cóż.



Czuję się zażenowana poziomem intelektualnym idoli dzisiejszych dzieci i nastolatków. Albo ich brakiem. I weźmy to za najważniejsze zdanie tego, co napisałam w tym temacie do tej pory. A, nawet je wyróżnię. Zakładam, że sytuację z dyskoteki w podstawówce, podczas której jej uczniowie śpiewali "Prawdziwa dama to Twoja mama" pamiętamy wszyscy - ja z przerażeniem i niedowierzaniem. Patrzę na twarz tego wątpliwego artysty i jestem trochę przerażona, że coś takiego może się podobać, ale o gustach się ponoć nie dyskutuje. (chociaż, jeśli w kulturalny sposób, to dlaczego nie?) 

Wszyscy byliśmy dziećmi i mieliśmy swoje za uszami. Ja też, a jakże! Chodziłam po drzewach, w sukienkach, przechodziłam przez ogrodzenie ogrodu, do którego nie pozwalali nam wejść mieszkańcy jednego z bloków (z koleżanką, która zawisła na furtce w kupionej kilka godzin wcześniej puchowej kurtce) i nie chcąc przyznać się mamie chodziłam dużo dalej niż miałam ustalone granice. Wyglądałam przez okno patrząc, jak całuje się sąsiadka. Chyba po to, żeby wiedzieć jak powinna to robić barbie :D Kiedyś mama koleżanki nas nakryła z rozebraną barbie i kenem - przestałyśmy się bawić na tydzień, bo nam było wstyd. A kiedyś to nawet ukradłam magnes z lodówki kolegi (z tą samą koleżanką co wyżej) i wczoraj, kiedy spotkałam ją w Biedronce, chciałam się przyznać. Minęło prawie dwadzieścia lat. Wstyd mi.

Ale nie paliłam papierosów, nie piłam alkoholu, nie wykrzykiwałam słów, które pisze się z cenzurą i do głowy by mi nie przyszło, żeby w wieku 13 lat rodzić dziecko. W tamtym czasie rodziła moja barbie, a moim dzieckiem była jakaś inna lalka-bobas. Chociaż moja mama twierdzi, że traktuję zwierzęta jak dzieci, więc może jeszcze jakiś kot...?

Wracając do tematu, słucham właśnie radia, gdzie śmieją się z gwiazdy Wojewódzkiego, jaką we wtorek niewątpliwie stał się Popek, że z tęsknoty za ojczyzną, mieszkając 11 lat w Anglii, przytłoczony pogodą i ogólnie złą aurą wyrwał sobie zęby i wytatuował gałki oczne. Przysięgam, że trochę mnie mdli.

Ja jestem tolerancyjna. I uważam, że gdyby nie robił krzywdy ludziom to niech sobie żyje bezzębny i wytatuowany gdzie chce i robi co chce. Nie mam nic do tatuaży, poza sympatią może, uważam je (dobrze zrobione) za sztukę i chociaż łatka kryminalistów wciąż istnieje mimo poszerzania świadomości to ja się z nią nie zgadzam.

Przeraża mnie tylko to, że ktoś nazywający siebie artystą idzie do programu telewizyjnego, do którego - ustalmy - mimo późnej pory emisji dostęp mają nie tylko dorośli i opowiada o tym, że w tej chwili nie pije, ale na pewno do tego wróci, nie przeczytał w życiu ani jednej książki, piosenki pisze za niego kokaina i wzrusza się przy odsłuchach swoich nowych piosenek. Skomentowałam to wczoraj do koleżanki, która uznała, że jakie nastolatki taki idol. Obawiam się tylko, że to działa w drugą stronę - jaki idol, takie nastolatki. I myśl o tym, że ktoś chciałby te zachowania, którymi ci ludzie się szczycą, które dzień później wszędzie komentują, kopiować sprawia, że mam ochotę odciąć się od świata, a swoje potencjalne dziecko zamknąć w piwnicy do ukończenia 21 roku życia.


I tak, to pewnie jest kwestia wychowania. Wychowania w taki sposób, żeby umieć odróżnić co jest dobre co złe, co przystoi, co nie. Co jest rzeczywiste, a co pokazują w filmach. Ale my, obserwując zachowania ludzi wokół wiemy przecież, że zachowania z ekranów przeszły do porządku dziennego. Niestety. Gdybym tu mogła zaapelować do rodziców powiedziałabym: uważajcie na swoje dzieci. Lepiej, żeby rozdzierały nowe kurtki, rozbierały lalki po przypadkiem obejrzanej scenie z jakiegoś filmu czy kradły magnes z lodówki sąsiadów niż robiły sobie krzywdę. Bo tak, ja uważam, że pokazywanie dzieciom pewnych rzeczy w pewnym wieku robi im krzywdę. A muzyka, choć na pozór to tylko słowa i dźwięki, ma ogromny wpływ na kształtowanie zachowań młodego człowieka. Z resztą, my też wiemy przecież, że w depresyjne, jesienne wieczory, kiedy łzy napływają do oczu, nie słucha się Kiedy powiem sobie dość, prawda?

A, swoją drogą, o Sobocie i Mateo nie dowiedziałam się niczego, bo nikt im nie dał dojść do głosu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz