poniedziałek, 21 listopada 2016

Pitbull. Niebezpieczne kobiety.



Wybrałam się w piątek wieczorem do kina. Nie będąc fanką Pitbulla (szczerze mówiąc: nie widząc poprzednich części) postanowiłam obejrzeć Niebezpieczne kobiety. Zakładam, że to reakcja na ogromną kampanię reklamową rozpoczętą na długo przed premierą, bo kiedy później oglądałam zwiastuny zdałam sobie sprawę z tego, że przed seansem ich nie widziałam. W każdym razie - wybrałam się w piątek do kina...



Poznałam postaci z poprzednich części - Gebelsa (Andrzej Grabowski), Majamiego (Piotr Stramowski) i Olkę (Maja Ostaszewska), a także nowych: Zuzę (Joanna Kulig), Jadźkę (Anna Dereszowska) z mężem (Artur Żmijewski) i Cukra (Sebastian Fabijański) z Drabiną (Alicja Bachleda-Curuś), którym już podczas pobytu Gośki w więzieniu urodziło się dziecko. Dla niewtajemniczoncyh: Cukier i Drabina to kategoria przestępców, Olka jest dziewczyną Majamiego, który razem z wymienioną wyżej reszta stanowi grupę policjantów.

Idąc do kina myślałam, że idę na film o pracy kobiet w policji. Z każdej strony, kiedy tylko była mowa o tej produkcji, zasypywano nas statystykami: 40% funkcjonariuszy przyjętych do policji w 2015 roku stanowiły kobiety. Być może recenzje filmu pomyliły mi się z tymi dotyczącymi książki... W każdym razie - dla mnie - ten film wcale nie jest o kobietach. A na pewno nie w takim stopniu, w jakim wyobrażałam sobie, że będzie. Myślałam, że chodzi o Zuzkę - która trafiła do Szczytna po egzaminach, na które zdecydowała się chyba trochę na złość byłemu mężowi (policjantowi), który miał romans z mężczyzną - i Jadźkę - którą zdawała do szkoły w tym samym czasie, która mieszkała z nią w pokoju i która na początku wydawała mi się wrogiem, a ostatecznie została całkiem dobrą znajomą. Chociaż w mojej ocenie Zuza jest za miękka na tę pracę, za miałka na to, żeby ją polubić. (przynajmniej do momentu, w którym nie wiadomo skąd znalazła w sobie odwagę do wzięcia życia w swoje ręce - albo wiadomo, bo poczuła się skrzywdzona przez Remka?) Prawda jest taka, że te Niebezpieczne kobiety są bardziej o przekręcie paliwowym, powiązaniach z mafią motocyklową i rodzinnej sytuacji Cukra aniżeli o tych kobietach, które chyba nie bez powodu zostały umieszczone nawet w tytule.


Jasne, dowiadujemy się "czegoś" o ich życiu - i to całkiem nie mało. Tyle, że.... chciałam napisać, że stanowią postaci drugoplanowe, ale z drugiej strony to nie wiem kto wówczas stanowiłby pierwszoplanową. Nie wiem kto w tym filmie jest głównym bohaterem (choć obstawiam, że Cukier). Jeśli nikt - to wyszło dobrze. Jeśli ktoś (i to nie Cukier) - to nie wyszło wcale.

W oficjalnej recenzji na Filmweb-ie czytam:

Vedze nie chodzi o nic więcej niż efektowne odmalowanie realiów świata policjantów i gangsterów. Jak ma być przemoc, to po całości: podrzynane gardła, wylewające się wnętrzności i trup noworodka.
Dodałabym do tego, że jak przemoc rodzinna to ojciec Mateusz wysmarował Dereszowskiej twarz czekoladą z donatów, a scena rozbierana nie trwa dziesięciu sekund i pozbawiona jest gry świateł, które zazwyczaj sprawiają, że i tak nic nie widać. Tu widać wszystko i czy to dobry czy zły ruch reżysera pozostawiam do Waszej oceny.

Vega zrobił film o polskiej policji i ruchach w niej, o której opinia społeczna nie ma pojęcia. Zrobił film angażując dobrych aktorów (nie mówię tego często, żeby nie powiedzieć, że nie mówię tego nigdy) i sprawił, że przekrój wiekowy w kinie sięga od późnych nastolatków do późnych emerytów. Powiedzmy sobie tak - to dobry film na integrację. Pierwszy raz w życiu spotkałam się w kinie z tym, żeby siedzący w jednym końcu sali rzucali komentarz, na który drugi koniec odpowiada. Nikomu chyba nie przeszkadzało chrupanie popcornu czy wychodzenie do łazienki/bufetu - czysta fizjologia. Na bardzo zajmujących filmach to przeszkadza, tutaj nie.

Wrócę do tych aktorów. W sobotę nadrabiałam poprzednią część (napiszę recenzję niebawem) i to tam powinnam poznać Olkę. Spojlerując recenzję Nowych porządków powiem, że już tam można ją polubić, ale to w Niebezpiecznych kobietach Ostaszewska sprawiła, że zapałałam do niej przeogromną sympatią, choć wcześniej jej nie lubiłam. I tu nie chodzi o kolejność, w jakiej widziałam te filmy. W tym drugim jest jej po prostu więcej i... jest tam trochę inaczej. (celowo piszę "inaczej" nie "inna") Pewnie, trochę głupsza i tak dalej, usłyszałam po seansie wcześniejszej części, że nie pasują do siebie z Majami, ale prawda jest taka, że - jak dla mnie - pasują idealnie. Lub, cytując Olkę: pasują zaje.iście.

Podsumowując: tak, polecam. Choć rozminął się on z moimi oczekiwaniami. Ale tak to chyba jest z hitami: nastawiamy się na porywy serca, a ich jest jednak niewiele. Solidne cztery i pół i chętnie obejrzę drugi raz przy nocnym seansie powtórkowym podczas premiery kolejnej części.

Teraz czekam na książkę.

źródło zdjęć: filmweb


+ chciałabym Wam powiedzieć na jego temat dużo więcej, kto ma ochotę na dodatkową recenzję, bardziej... spojlerową?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz