środa, 5 października 2016

Sarah Dessen - Coś świętego





Autor: Sarah Dessen
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Tłumaczenie: Barbara Budrecka
Data wydania: wrzesień 2016
Liczba stron: 384

Sydney przez całe życie czuła się niewidzialna. Zawsze przyćmiewał ją starszy brat - obiekt dumy i uwielbiania rodziców. Pozostawiona sama sobie, szuka akceptacji u znajomych.

Pewnego dnia zaprzyjaźnia się z rodziną Chathamów: z Laylą, która zawsze wybiera niewłaściwych chłopaków, utalentowaną Rosie, która z własnej winy przegrała wielką szansę, a także ich matką, która mimo ciężkiej choroby jest oparciem dla wszystkich. Ale to Mac, starszy brat Layli - spokojny, zrównoważony i opiekuńczy - sprawia, że Sydney rodzi się na nowo. Wreszcie czuje, że ktoś naprawdę ją dostrzega.

Moje pierwsze spotkanie z panią Dessen miało miejsce wiele lat temu, kiedy moja mama zaczęła zamawiać książki (co wtedy nie było tak popularne; ba! chyba nie mieliśmy wtedy w domu internetu). Wtedy też, od Posłuchaj mnie (link do recenzji) zaczęła się moja przygoda z czytaniem ambitniejszych książek. Ambitniejszych o tyle, że ta książka wniosła do mojego życia pewnie więcej niż wszystkie części Pamiętników księżniczki razem wzięte, które wtedy pochłaniałam

Kiedy więc dostałam z wydawnictwa Harper Collins propozycje książek do recenzji na wrzesień - nie wahałam się ani przez chwilę widząc to znajome nazwisko, zwłaszcza że sięgnąć po kolejną książkę tej autorki chciałam już od dłuższego czasu. Szła dość długo (na tyle długo, że myślałam, że już jej nie dostanę), aż w końcu trafiła w moje ręce i zostawiłam trzy inne, za które się zabrałam... i oto jest, Coś świętego.  

Sydney jest nastolatką, która jak na moje oko, dość długo wcale nie była nieśmiała ani zamknięta w sobie. Popularna w szkole, z gronem przyjaciółek u boku, dobra uczennica, lubiana przez nauczycieli... tylko poza szkołą było gorzej. Faktycznie to jej brat, Peyton, był pupilkiem nie tylko rodziców, ale i większości ludzi, którzy spotykali jej rodzinę w komplecie. Jego wielki portret wiszący na wprost wejścia do domu, wszystkim rzucający się w oczy, zapatrzenie matki w idealnego syna, nawet kiedy wylądował w więzieniu... 

Sytuacja zmienia się, kiedy kierowana wyrzutami sumienia za czyny brata i brak skruchy w postawach rodziców Sydney zmienia szkołę. Poznaje w niej Laylę, która nagle - jako pierwsza osoba, z którą ta pierwsza ma do czynienia - rozumie co ona czuje. Jedni mówią, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Inni - że poznaje się ich po tym, jak znoszą nasze szczęście. Ja myślę, że cokolwiek by nie mówić, tym prawdziwym przyjacielem może okazać się ktoś, na kogo w pierwszej chwili nie zwracamy uwagi, bo "nie pasuje" do standardu życia ludzi, którymi otaczaliśmy się od zawsze

Nie lubię i nie chcę opowiadać Wam o fabule, bo trochę mija się to z celem. Możecie sobie przeczytać bardziej rozbudowane pod tym względem recenzje, które można znaleźć w sieci albo.... zwyczajnie sięgnąć po książkę i sami wyrobić sobie zdanie. A myślę, że warto. 

Przy pierwszym spotkaniu z panią Dessen polubiłam jej styl - przystępny dla czytelnika bez względu na wiek. Wydaje mi się, że polubiłam go dziesięć lat temu, będąc właśnie o te dziesięć lat młodszą, lubię go dzisiaj i moja mama, na przestrzeni tej dziesięcioletniej różnicy - też go lubi. A to całkiem dobry znak, prawda? Chociaż w samych superlatywach wyrażać się nie chcę, bo było kilka rzeczy, które mnie raziły. Albo - była jedna, dość... obszerna  

Mianowicie to, że chociaż książkę czyta się dość łatwo i szybko, to można by ją skrócić o poło. A przynajmniej o jedną trzecią, gdzie Sydney poznaje rodzinę Chathamów i w większości przesiaduje w ich pizzeri rozmyślając nad tym, że matka nie poczuwa się do odpowiedzialności za czyny syna. To wiemy od pierwszych stron i kolejnych sto kręcących się wokół tych samych myśli trochę mnie do tej książki zniechęciło, bo chociaż pomiędzy działo się coś innego, to wszystko sprowadzało się do jednego. A chyba nie chodzi o pomiędzy, ale o spójną całość, która sprawia, że czytelnik chce (i nie chce jednocześnie) przeczytać całość. (a nie chce oczywiście dlatego, że będzie mu szkoda. tak się dzieje w przypadku dobrych książek, czyż nie? ;)) 

Podsumowując - polecam jak najbardziej, bo to nie tylko historia przyjaźni, ale też odpowiedzialności, otwierania się przed ludźmi i poznawania samej siebie. Historia z morałem w tle, nie tylko dla nastolatek. I choć temat jest poważny, to styl pani Dessen lekki, a zestawienie tych dwóch składa się na całkiem dobrą powieśćNie wylałam łez, jak robię to przeważnie w przypadku książek, które skradają moje serce. Ale czułam złość i niepokój, a to właśnie odczuwanie emocji wspólnie z bohaterami wpływa na to, że książki się zapamiętuje

Moja ocena: 5/6

Za książkę, raz jeszcze, dziękuje wydawnictwu HarperCollins Polska

http://www.harpercollins.pl/
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz