piątek, 14 sierpnia 2015

Colleen Hoover - Maybe Someday

 
On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.
Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce…
"Maybe Someday" to opowieść o ludziach rozdartych między „może kiedyś” a „właśnie teraz”, o emocjach ukrytych między słowami i o muzyce, którą czuje się całym ciałem.



Czytałam już stos pozytywnych opinii na temat Hopeless autorstwa Colleen Hoover, więc kiedy zobaczyłam je w Empiku - nie zawahałam się nawet na chwilę. Niemniej chodziłam dalej między półkami i kiedy doszłam do nowości - ostatecznie zdecydowałam się na najnowszą pozycję tej autorki - "Maybe someday". Opis, dotyczący muzyki, przypomniał mi o "Posłuchaj mnie" Sarah Dessen, od którego na dobra sprawę zaczęła się moja przygoda z czytaniem książek. 


Piękna okładka, cenione nazwisko, muzyka do książki... byłam pewną, że mi się spodoba. I nie pomyślałam się. Już od dawna nie zdarzyło mi się wziąć do ręki książki, która po kilku godzinach odłożyłabym skończywszy. 



"Maybe someday" to historia Ridge'a, gitarzysty (których całą sobą kocham) będącego na etapie kryzysu twórczego i Sydney, która choć studiuje muzykę nigdy nie myślała o jej tworzeniu. Połączyła ich pasją i wspólne wieczory na balkonie - On grał, a Ona po przeciwnej stronie dziedzińca zaczęła pisać teksty do jego muzyki. W dniu jej dwudziestych drugich urodzin okazało się, że jej chłopak ma romans z jej najlepszą przyjaciółka, jednocześnie współlokatorką i po wielkiej wojnie z dwojgiem najbliższych jej ludzi Sydney przemoczona, z dwiema walizkami zaledwie ląduje na bruku. Bez pieniędzy, pracy, mieszkania, chłopaka, przyjaciółki... I wtedy okazuje się, że ten chłopak z balkonu, z którym od dwóch tygodni wymienia wiadomości, może uratować ją od bezdomności. I stać się swego rodzaju utopią...



Ta książka to historia dwojga młodych ludzi, którzy pewnego dnia, jakby przez przypadek, weszli do swojego życia i choć spotkali po drodze milion przeciwności, zaczęli się w sobie zakochiwać. Mimo jej ciężkich przeżyć, jego pozornie szczęśliwego związku i ciszy spowodowanej jego niepełnosprawnością ... połączyły ich dźwięki. 



Więcej o fabule nie powiem, żeby nikomu z Was nie przyszło na myśl, że wie już wystarczająco i już nie warto po tę pozycję sięgać. Bo warto.



Choć powiem Wam, że typ bohatera, którym jest Ridge zazwyczaj mnie w książkach denerwuje, bo ciężki mi zrozumieć ich niezdolność do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Ale tutaj... polubiłam go na samym początku i do samego końca nie zmieniłem zdania. (być może to przez moja słabość do muzyków) 



Za to podobało mi się przedstawienie procesu twórczego, rozmowy bohaterów i ich "opowiadanie siebie" poprzez muzykę. 



I kolejny plus za to, że ta historia została przedstawiona z punktu widzenia obojga bohaterów, przez co ani przez chwilę nie poczułam niedosytu spowodowanego nieznajomością uczuć tego drugiego.



Spędziłam z ta książka bardzo mile popołudnie i choć miałam wrażenie, że skończyła się jednak za szybko (choć nie - skończyła się idealnie; to ją skończyłam ją zbyt szybko), to odłożyłam ją z uśmiechem na ustach. 



A po Hopeless na pewno sięgnę w niedalekiej przyszłości-  polubiłam styl autorki. 



Moja ocena: 5/6

1 komentarz: