piątek, 1 maja 2015

Rebecca Donovan - Powód by oddychać

 
Pierwsza z trzech części chwytającej za serce i pełnej trudnych emocji serii dla dziewcząt pt. Oddechy.
Gdy Emma wraca do miejsca, które nazywa domem, bo nie ma żadnego innego, o którym mogłaby tak myśleć, nigdy nie wie, co ją tam spotka. Tylko wyzwiska? A może bolesne uderzenia? Ile kolejnych ran i siniaków będzie musiała skrywać pod długimi rękawami?
Dlatego Emma nie ma przyjaciół i robi wszystko, by mieć jak najlepsze wyniki w nauce – marzy o dniu, w którym będzie mogła wyrwać się z tego piekła.
Tylko jedna osoba zna jej tajemnicę. Ale jest jeszcze ktoś, kto bardzo pragnie się do niej zbliżyć. Emma jednak za wszelką cenę chce tego uniknąć. Chociaż to rozrywa jej serce na kawałeczki.
Poruszająca historia o próbie normalnego życia za wszelką cenę… i o miłości, która pozwala w końcu zaczerpnąć powietrza.



Zacznę może od tego, że dostałam tę książkę w prezencie. Kiedy zaczęłam ją czytać byłam niemalże pewna, że nie kupiłabym jej sama. Choć ma ujmujący tytuł i nie mniej chwytającą za serce okładkę. A ci z Was, którzy mnie już znają wiedzą, że - chcąc nie chcąc - oceniam książki po okładce. Ale od dłuższego czasu mam również zwyczaj otwierania książek w księgarni i czytania choć jednego zdania. I gdybym trafiła na niewłaściwe... pewnie odłożyłabym ją na półkę. Żałowałabym.

Choć ta książka ma pięćset stron, pochłonęłam ją w niespełna trzy dni. Pamiętam, jak pierwszego wieczoru napisałam koleżance, od której ją dostałam wiadomość, że to naiwna historia nastoletniej miłości. Strach przed nieznanym, pierwsze próby złapania za rękę, przeciągane spojrzenia... To mnie momentami bawiło. Dawno już wyszłam z tego okresu i czytając te fragmenty czułam się jak podglądacz czający się gdzieś za drzwiami, który z jednej strony chciałby popchnąć ich w swoim kierunku, z drugiej mówi "jeeej! jak nie chcesz to tego nie rób, przestań mącić mu w głowie!". Ale tak naprawdę - jest to po prostu urocze. Miło od czasu do czasu przeczytać coś takiego.

Niemniej to nie jest łatwa, lekka i przyjemna książka.

Emma jest nastolatką. Na pierwszy rzut oka podobną do wszystkich - chodzi do szkoły, ma swoje pasje, najlepszą przyjaciółkę oraz mniejsze i większe problemy. Ale kiedy bliżej jej się przyjrzeć - z rówieśniczkami łączy ją tak naprawdę niewiele. Jest ładną, choć cichą dziewczyną żyjącą w cieniu tej najładniejszej. Wiemy, jak funkcjonują amerykańskie szkoły, prawda? Zawsze jest ta, z którą chcą się przyjaźnić wszyscy. Emma doświadcza zaszczytu, który przysługuje nielicznym (a właściwie nikomu innemu) - zna jej każdą, nawet najmniejszą tajemnicę. Sęk w tym, że kiedy ja wyobrażam sobie to "bożyszcze", staje mi przed oczyma... zadufana, nazbyt pewna siebie, egoistyczna lalunia. (oglądaliście "Wredne dziewczyny"? wiecie, o czym mówię ;)) Sophie taka nie jest. Jest tym rodzajem przyjaciółki, której życzę każdemu. Oddana, kochająca, potrafiąca słuchać, chętnie niosąca pomoc, bezinteresowna. Więc... Emma ma szczęście, można by pomyśleć.

Niestety, nic bardziej mylnego. Jej rodzice odeszli. Ojciec nie żyje, matka uciekła i od lat nie daje znaku życia. Emma mieszka z wujostwem - bratem ojca i psychiczną ciotką. Choć choroby psychicznej nikt nie stwierdził, nie da się ukryć, że z jej psychiką wyraźnie jest coś nie tak. Kochająca matka dwójki dzieci, która skłonna jest przychylić im nieba, a pod ich nieobecność zamienia się w kata. Bez cienia zawahania potrafi zrzucić Emmę ze schodów, oparzyć wrzątkiem czy wbić nóż w rękę. I wyjść z kuchni z uśmiechem na ustach.

Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele, żeby nie odwieźć Was od sięgnięcia po tę pozycję. Ale muszę Wam przyznać, że jest to jedna z najlepszych książek skierowanych do młodszych czytelników, z jaką miałam do czynienia. Od tego typu literatury zaczynałam swoją przygodę z czytaniem i naprawdę chętnie sięgnę po więcej. Co więcej - "Powód by oddychać" to pierwsza część serii zatytułowanej "Oddechy" (aktualnie czytam drugą część, niebawem pojawi się recenzja) i kiedy ją skończyłam, byłam szczerze wściekła, że muszę kolejne kilka dni poczekać na kontynuację.

A na końcu zwyczajnie płakałam.

zdjęcie własne.

Moja ocena: 6/6

2 komentarze:

  1. O, skoro taka dobra, to koniecznie muszę przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w planach (non stop) całą serię!

    OdpowiedzUsuń