niedziela, 30 listopada 2014

Anne Rice - Przebudzenie śpiącej królewny (+18)



na początek uprzedzam, że treść nie jest przeznaczona dla osób poniżej 18 roku życia.



 

Po stu latach Śpiąca Królewna zostaje przebudzona z zaczarowanego snu. Trafia na dwór królowej Eleanory jako niewolnica księcia. Wkrótce potem ulega własnym pragnieniom i wbrew zakazom decyduje się na przygodę miłosną z buntowniczym niewolnikiem - księciem Tristanem. Za karę zostaje odesłana z tętniącego rozwiązłością zamku królewskiego i sprzedana na licytacji. W wiosce edukacją Różyczki w sprawach miłości, okrucieństwa, dominacji, uległości i czułości zajmuje się przystojny kapitan gwardii. Baśniowa opowieść Anne Rice o rozkoszy i cierpieniu zgłębia najbardziej pierwotne, dobrze skrywane pragnienia ludzkiego serca i ciała. Wydawało Ci się że wiesz o seksie wszystko lub wiele? Masz rację tylko Ci się wydawało - ta książka z pewnością Cię zaskoczy. Nieraz...








Wciąż zadaję sobie pytanie dlaczego sięgnęłam po tę książkę i wciąż nie znam na nie odpowiedzi. Nie jestem fanką Grey'a, więc nie mam wyznaczonych standardów i nie porównuję każdego erotyka do oklepanej historii Any i Christiana. Nie jestem też wielbicielką książek Anny Rice, żeby nie powiedzieć, że zazwyczaj przechodzę przez nie z trudem... No cóż, do rzeczy.

Chyba zaciekawił mnie opis. Trzeba przyznać, że osoba która pisze teksty na okładki książek pani Rice albo bardzo ją lubi, albo ma bardzo bujną wyobraźnię. Tak jak ktoś, kto w redakcji Playboya uznał tę pozycję za godną uwagi. Nie mam ostatnio szczęścia do książek i cokolwiek bym nie wzięła do ręki okazuje się pomyłką, ale jak żyję z tak wielką katastrofą się nie spotkałam. Ktoś obiecał mi erotyk, a kiedy wzięłam Przebudzenie... do ręki w mgnieniu oka ujrzałam zwyczajnego pornosa. Ustalmy różnicę. Erotyk jest swego rodzaju sztuką, która ma w subtelny i ciekawy sposób przedstawiać tematykę seksu i rozbudzać wyobraźnię czytelnika. Porno ten sam stosunek opisuje (tudzież pokazuje) w sposób bardzo uproszczony, wulgarny, często wręcz obleśny. I innego słowa nie znajdę.

Historię śpiącej królewny znają wszyscy. Ukłuła się w palec wrzecionem, królestwo zasnęło na sto lat. Tak w skrócie. Czas płynie, zamek porastają pnącza, królewicz za królewiczem podejmują nieudolne próby przedostania się do komaty śpiącej piękności, by złożyć pocałunek na dziewczęcych ustach. Ah... bajecznie. No i znalazł się królewicz-seksoholik, któremu przedostanie się do tego zamku zajęło jakieś dwa zdania, biegiem pokonał schody, rozejrzał się i stwierdził, że faktycznie wszyscy śpią - czyli ta część opowieści się zgadza - ale wejście do zamku nie było takie trudne - czyli tutaj się nie zgadza. I pędzi na oślep ten kierowany żądzą młodzieniec, którego spodnie w kroku z każdym oddechem stają się ciaśniejsze, z hukiem otwiera drzwi najwyżej komnaty, rzuca okiem na twarz królewny i... rozdziera jej kieckę, gwałcąc tę PIĘTNASTOLETNIĄ dziewczynę we śnie. To już nie tylko pod porno, ale i pod pedofilię podchodzi. Nawet jeśli on jest niewiele starszy od niej. Ale ten dokładny opis nastoletniego ciała mnie wydaje się co najmniej nie na miejscu.

No cóż... - pomyślałam sobie i choć miałam ochotę tę książkę odłożyć już po trzech stronach, dałam jej szansę. A nóż będzie lepiej. Królewna się oczywiście obudziła, pościel cała we krwi, ona naga chodzi po zamku, bo obleśny księciulo nie pozwoli jej się nawet ubrać. Nawet przy rodzicach. Nawet, gdy zarzuca ją sobie na ramię, następnie przerzuca przez konia i pędzi z nią przez wioski, by dostać się do dworu Eleanory. O ile poniżenie w Grey'u mogło być ciekawe (choćby dlatego, że Anie się ono podobało, a i Christian po prostu ją kochał) - tak tutaj to zupełnie inny rodzaj "fantazji" ze strony tego gościa i zupełnie inny odbiór tego przez Różyczkę. (nawet to zdrobnienie nie brzmi najlepiej)

Mogłabym tak wybrzydzać do jutra. Mogłabym się krzywić jeszcze z tydzień. Mogłabym, ale zwyczajnie nie chcę. Wyrzucam to z pamięci i mam nadzieję, że następna książka po którą sięgnę będzie warta kilku godzin nad nią spędzonych. Brakuje mi czytania czegoś wartościowego. A panią, czy tam pannę, Rice skreślam definitywnie. Niestety. Wcale nie jest mi z tego powodu przykro. Nie polecam, absolutnie.

Moja ocena: 1/6 (mogę dać zero?)

6 komentarzy:

  1. Hahaha - rozbawiałaś mnie końcówką trzeciego akapitu! :D
    Oj, nie, nie, nie - i już wiem, że nie przeczytam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodziło, Ironia to moje drugie imię ;D
      Słusznie, nie warto. Nie lubię tego mówić, bo mimo wszystko to literatura, ale jeśli mamy w nią inwestować to lepiej w coś co przyjemnie się czyta :)

      Usuń
    2. Dzięki za ostrzeżenie, bo akurat ja bardzo lubię motyw odwoływania się do znanych bajek, więc mogłam przez przypadek wydać pieniądze i zmarnować czas na tę książkę :)

      Usuń
    3. Ja też lubię, dlatego po nią sięgnęłam. Ale odwołanie tutaj to tylko pół pierwszej strony, dopóki ten zboczeniec jej nie obudzi ;)

      Usuń
  2. Hah trochę kontrowersyjna książka z tego wynika - ale powiem Ci, że mnie zaciekawiłaś i mimo że wychodzi na to, że jest do bani, to chciałabym sięo tym przekonać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kontrowersyjna to dobre słowo. I faktycznie jest w niej coś, co ciekawi. No ale... mnie nie przekonała, absolutnie nie ;D

      Usuń