piątek, 14 marca 2014

Paulina Machnicka - Zagubiona



Miłości nic nie może rozdzielić. Nawet śmierć.

Julia, dwudziestoparoletnia studentka – wychowanka domu dziecka - nie może pogodzić się ze stratą ukochanego. Nie dość, że była świadkiem jego wypadku, to jeszcze wszystko przypomina jej o martwym chłopaku. Najchętniej zanurzyłaby się w ciepłej kołdrze i nie ruszała w ogóle, ale są jeszcze na świecie osoby, które starają się jej pomóc – dwie koleżanki ze studiów i mama jej chłopaka.

Widzi ich starania, ale rozpacz przepełnia ją doszczętnie. W końcu nie zawsze miłość jest czymś, co zdarza się na co dzień. A szczególnie taka, która łączyła Julię i Micah. Bezpretensjonalna i szczera.

Refleksje Julii na temat tego, co jest dla nas ważne i jak bardzo można cierpieć popychają ją do czynu, który staje się dla niej wybawieniem.




Może to przez te oczy na okładce, może zaciekawił mnie tytuł, może opis... sama nie wiem. Byłam zaskoczona biorąc do ręki tę książkę, ponieważ byłam przygotowana na coś obszerniejszego, a tu nagle okazało się, że Zagubiona ma zaledwie osiemdziesiąt osiem stron. Godzina spędzona ze słowami pani Machnickiej, aż tu nagle... koniec.

Tak jak czytamy w opisie, Julia jest studentką, wychowanką domu dziecka, bardzo przywiązaną do mamy swojego chłopaka, Micah. Poznajemy ją w dniu urodzin, w momencie, kiedy pogrąża się w głębokim smutku po stracie ukochanego. W prezencie od niedoszłej teściowej dostaje pamiętnik, który poniekąd staje się jej azylem. Przez równe sześćdziesiąt dni zapisuje w nim słowa, kieruje je do nieżyjącego mężczyzny, zwierza się z uczuć, emocji i lęków. Z czasem też z małych, krótkich, jednak ważnych radości, jakie stanowią dla niej spotkania z przyjaciółkami. 

I więcej Wam nie powiem. 

Zastanawiałam się jak mam się zabrać za recenzję tej książki. Ze względu na to, że jest ona bardzo krótka, nie mogę powiedzieć Wam zbyt wiele, by nie zniechęcić Was do czytania spojlerem. Z drugiej strony - coś powiedzieć wypada. Więc może... sprawdźcie sami, o co w tym wszystkim chodzi. 

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkim tego typu książki mogą się podobać. Jest to dziennik, zapiski młodej, skrzywdzonej przez los dziewczyny, która nie potrafi pogodzić się ze stratą najważniejszej dla niej w życiu osoby. Co za tym idzie - pełno tutaj smutku i melancholii. Powiedziałabym, że moje klimaty. Nie dlatego bynajmniej, że lubię patrzeć na cierpnie innych, ale dlatego, że lubię zagłębiać się w psychikę bohaterów. Julię polubiłam chyba od początku. Dość szybko się do niej przywiązałam, bo dzięki tym słowom pisanym bezpośrednio "przez nią", byłam w stanie wczuć się w jej sytuację. 

Ze względu na tematykę Zagubionej nie powinnam mówić, że jest to lektura lekka i przyjemna, ale szczerze mówiąc... Poniekąd tak właśnie jest. I dlatego trochę się zawiodłam. Jak już wspomniałam na początku, spodziewałam się czegoś obszerniejszego, bo kiedy myślę sobie o utraconej miłości, wydaje mi się, że człowiek wtedy wspomina. Wspomina dużo i dużo chciałby zapisać, by nigdy tego nie zapomnieć. Czy nie tak się dzieje w większości wypadków? Zwłaszcza, że Julia, podobnie jak ja i pewnie wielu z Was, jest miłośniczką słów, autorką niejednego tekstu, a nawet własnej powieści, o której niejednokrotnie wspomina w swoich monologach do Micah. Dlatego, moim zdaniem, tę książkę można by rozwinąć, mocno rozbudować. Zamysł autorki był jednak taki a nie inny, książka jest dobra, tylko ja jako zapalony czytelnik, który trafił na coś, co tematycznie i językowo naprawdę do niego przemawia - po ukończeniu Zagubionej czułam się tak, jakbym właśnie skończyła czytać streszczenie.

Plus, jeszcze jedna sprawa... do samego końca czekałam na przełomowy moment w życiu Julii, kiedy wyjdzie z domu, pokona depresję, zacznie żyć... i jeśli chodzi o zakończenie - nie lubię przewidywalnych książek, ale tutaj, mimo że nie spodziewałam się tego, co się stało - chyba się jednak zawiodłam.

Mimo wszystko, jeśli macie chwilę, lubicie teksty naładowane emocjami, niekoniecznie do końca pozytywnymi, ale z całą pewnością bardzo silnymi - polecam Wam tę pozycję. Dużo czasu Wam to nie zajmie, a zawsze miło zapoznać się z kimś młodym, nowym na rynku, kto bardzo obiecująco się zapowiada.

Moja ocena: 3/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res



Zapraszam na fejsbuka :)

2 komentarze:

  1. Jednak mimo tego że piszesz o tym, że książka Cię trochę zawiodła z końcówką sięgnę po nią. Lubię takie książki :)

    majkabloguje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest to najlepsza książka, jaką w życiu czytałam, aczkolwiek myślę, że warto po nią sięgnąć i wyrobić sobie na jej temat własne zdanie :)

    OdpowiedzUsuń