poniedziałek, 23 września 2013

Jolanta Knitter-Zakrzewska - Asmodeusz. Portrety.






Fascynacja drugim człowiekiem, obsesja, uzależnienie psychiczne – to wszystko może być tylko iluzją, w której tkwimy silniej niż w rzeczywistości.

Nigdy nie jest jednak zbyt późno na zmianę. Wyboru dokonujemy każdego dnia, podobnie, jak bohaterowie sportretowani w Asmodeuszu. Co może być latarnią w ciemności? Czy na pewno wiemy, co jest dla nas najważniejsze? 

Asmodeusz. Portrety to zbiór 7 opowiadań.








Spodobała mi się oczywiście okładka. Zaintrygował opis. I pokusiłam się o sięgnięcie po Asmodeusza ze względu na to, że od dawna zabierałam się za książkę pisaną w formie opowiadań. Z czystej ciekawości, bo nigdy wcześniej się z taką (bliżej) nie spotkałam.

To, co zastałam w środku nieco mnie zdziwiło. Być może miałam nieco mylne wyobrażenie o tej formie pisania, a może pani Knitter-Zakrzewska po prostu zrobiła to mniej schematycznie od innych (ciężko mi to oceniać ze względu na to, że to moje pierwsze opowiadania). W każdym razie Asmodeusz to nie zbiór kilku tekstów pisanych po kolei, ale historia siedmiu osób spleciona ze sobą. 

To, że skusiłam się na opowiadania to jedno. Ta część z Was, która już mnie poznała, zapewne wie, że nieczęsto zdarzają mi się spotkania z polskimi autorami. Coś mnie od nich odrzuca i mimo świadomości, że niekiedy naprawdę wiele tracę - nie potrafię się nie skrzywić widząc rodzime nazwisko na okładce. No cóż, taki mój defekt. Niemniej ostatnio po naszą literaturę sięgam znacznie częściej i... naprawdę muszę przyznać, że mamy w Polsce osoby warte uwagi. 

Często się czepiam stylu autorów, a tu nie mam czego. Nie zanudziłam się, nie musiałam trzy razy czytać jednego zdania, nie denerwowały mnie powtórzenia czy niedociągnięcia. Więc to mogę uznać za największy plus. Drugim jest oczywiście to, że historie opowiedziane przez panią Zakrzewską (plus za nazwisko, bardzo je lubię ;)) są ciekawe. Jestem wielką fanką psychologicznych rozważań, a nawet wywodów, więc nie mogłabym "psioczyć" na jakość Asmodeusza. Jest w nim dużo refleksji, które lubię. Nieco melancholii, ale przede wszystkim całość stanowi rozważanie na temat jakości naszego życia i naszej świadomości, może raczej jej braku. 

Myślę, że tego typu książki każdemu są czasem potrzebne. W pewnym stopniu skłaniają do refleksji nad naszym życiem i decyzjami, jakie podejmujemy, a także pozwalają nam wyobrazić sobie jakie będą konsekwencje tych wyborów. Nie ma tu jakiegoś niebezpiecznego zagłębiania się w psychikę (trochę tego żałuję ;)), więc nie jest to powieść na miarę Dostojewskiego, co ma swoje plusy, bo z pewnością jest to lektura znacznie prostszą niż niejedna tego typu, a jednocześnie opowiada o rzeczach, które mogą spotkać tak naprawdę każdego z nas, co pozwala lepiej się wczuć w sytuację bohaterów. 

Nie będę Wam tego streszczać, bo nie jest to obszerna książka i gdybym zaczęła moglibyście stwierdzić, że nie warto po nią sięgać, bo wszystko najważniejsze już wiecie. Powiem tyle, że jest to przyjemna pozycja na jesienne, melancholijne wieczory z kubkiem herbaty i kroplami deszczu stukającymi w parapet. Opisane w Asmodeuszu historie są dość smutne, bohaterowie nieszczególnie szczęśliwi (żeby nie powiedzieć, że całkiem nieszczęśliwi). Jeśli fascynują Was ciekawe postaci i lubicie poznawać ludzi - polecam. 

Moje ocena: 5/6

3 komentarze:

  1. Jeśli książka rzuci mi się kiedyś w oczy na pewno ją przeczytam, ale nie będę jej jakoś szczególnie szukać, ponieważ mam już za duży stosik do przeczytania.
    Pozdrawiam!
    arenaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa recenzja, z chęcią bym ją przeczytała ale niestety muszę pokończyć inne książki.

    Bardzo podoba mi się twój blog dodaje się do obserwatorów i w wolnym czasie zapraszam do mnie.
    http://chatty-blogg.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo ciekawe - może sie skuszę :))
    u mnie wciąż Walentynkowy Konkurs - Serdecznie Zapraszam :)))
    mybeautyjoy.blogspot.co.uk/2014/02/walentynkowy-konkurs-rozdanie.html

    OdpowiedzUsuń