piątek, 7 czerwca 2013

Mariusz "Darthmagik" Walczak - "Michael Knight"

Książka autora, z którym mieliście już okazję się zapoznać dwa posty wcześniej, młodego i ambitnego faceta, który tworzy własny niebanalny świat i styl pisania. 

Michael Knight to pierwsza część trylogii opowiadającej o mrocznych losach detektywa żyjącego w ubiegłym wieku, w latach siedemdziesiątych, miasteczko Haven City, USA. 

Tempo zwalnia, zatrzymuje się i boom! Padają strzały, które odmieniają scenariusz. Tematyka szaleństwa, obłędu, zła mieszkającego w każdym z nas przewijają się w tle. Tu nie ma kryształowo czystych postaci, każdy ma swoje grzechy, każdy ma własną apokalipsę, a armagedon Michaela Knighta dopiero się zaczyna. Pierwsza część z trylogii właśnie się zaczęła!

Zapowiedź znajdująca się na okładce książki zachęciła mnie do czytania, bowiem rzadko czytam kryminały i sensacje, w ogóle do książki podchodziłam dość sceptycznie, ze względu na to, że znałam już kilka tekstów tego autora i szczerz mówiąc bałam się, że styl Darthmagika mnie przerośnie i kompletnie nie odnajdę się w tej fabule, ale na szczęście strach był irracjonalny, a fabuła jest wciągająca i nie pozwalająca odejść od książki chociaż na chwilę. 

Cała historia, cały koszmar zaczyna się od wizyty księdza, który do Knighta przychodzi ze zleceniem, rzecz tyczy się morderstwa, a nikt nie chce mieszać w całe zajście policji. Niedługo po wyjściu księdza detektyw słyszy strzał i tu, tak naprawdę zaczyna się właściwa akcja książki, co bardzo mnie cieszy, bo na rozwój wydarzeń nie musiałam czekać aż do ostatniego rozdziału książki, jak to ma miejsce w wielu innych książkach. 

Utwór pogrążony w mroku dosłownie i w przenośni, już sama okładka jest bardzo mroczna, Marta Drzymalska, która ów okładkę zaprojektowała wykazała się według mnie ogromnym talentem, mimo iż nie jest skomplikowana jest idealnym odzwierciedleniem zawartości książki. Osobiście ilekroć nie spojrzałabym na książkę uśmiecham się do okładki. 

Mrok w Michaelu przejawia się niemal na każdej zapisane stronie książki, niebezpieczeństwo czyhające na każdym kroku, narkotyk, który przenosi ludzi do innego świata, historyczna postać, która realizuje swój diabelski plan, a w tym wszystkim Knight, który nie wierzy, że wyjdzie z tego cało. 

Wulgaryzm książki wcale nie uwłacza jej świetności, nie odrzuca i nie odpycha, Darthmagik wręcz umiejętnie podkreśla wszechobecne zło i wcale nie przesadzam, bo zła i niebezpieczeństw jest co niemiara. 

Dla kogo mogę polecić Michaela Knighta? Dla każdego kto nie gardzi dobrą historią, napisaną niebanalnym stylem, dla każdego, kto lubi zatopić się w innym świecie i nie boi się wkroczyć do świata zła i nieznanych istot. 

Diament, który może nie jest do końca wyszlifowany, ale warty zapoznania się z nim. 
Moja ocena 6/6

„Każdy z nas miał własną apokalipsę, nic nie jest banalne, gdy dotyczy ciebie bezpośrednio.”

5 komentarzy:

  1. miałam dodawać zdjęcie stosiku mojego, ale w takim razie nie będę :D a recenzja wyszła supcio!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mrok, tajemnice, niebezpieczeństwo. To czynniki, które według mnie, czynią książkę idealną. ;-) Od lat lubuję się w kryminałach i thrillerach, więc myślę, że to książka dla mnie. I ta okładka! "Michael Knight" - zapisane! ;-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie notki wcześniej jest wywiad z Mariuszem i link do sklepu, gdzie możesz te książki zakupić, więc jeżeli chcesz, zapraszam :))

      Usuń
  3. OO, może kiedyś się skuszę na tę książkę i ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogę wyjść z podziwu, jakim cudem ogarniasz te wszystkie blogi na raz! Sama je prowadzisz??

    OdpowiedzUsuń