niedziela, 28 października 2012

Guillaume Musso "Telefon od Anioła"


Autor: Guillaume Musso
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: wrzesień 2012
Liczba stron: 416

Nowy Jork, lotnisko Kennedy'ego. Madeline i Jonathan nigdy wcześniej się nie spotkali. Ona jest paryską kwiaciarką, on - słynnym szefem kuchni, który niedawno utracił żonę i sieć restauracji stanowiącą dorobek życia; teraz prowadzi skromne bistro we włoskiej dzielnicy San Francisco. Gdyby nie incydent na lotnisku, żadne nawet nie wiedziałoby o istnieniu drugiego. Biegnąc do wolnego stolika w zatłoczonym barze wpadają na siebie i przez przypadek zamieniają telefony komórkowe. Kiedy zdają sobie sprawę z pomyłki, jest już za późno - dzielą ich tysiące kilometrów. Ciekawość bierze górę nad dyskrecją. Madeline i Jonathan nie potrafią powstrzymać się przed przejrzeniem zawartości swoich komórek. Czy oprócz intymnych zdjęć, e-maili i SMS-ów kryją one jakieś interesujące informacje? Okazuje się, że tak. Przeszłość dwojga zafascynowanych sobą nieznajomych wiąże mroczna tajemnica, którą każde usiłowało wymazać z pamięci. Oraz pewna dziewczyna, która albo zaginęła, albo została zamordowana. Działając razem, Jonathan i Madeline mogą sobie wzajemnie pomóc. Niestety, grzebanie w przeszłości nie zawsze dobrze się kończy...

Niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że każdą recenzję - czy to na blogu, czy poza nim - rozpoczynam stwierdzeniem "przyciągnęła mnie okładka". I może na przekór sobie tym razem kupiłam książkę, która wcale nie od razu rzuciła mi się w oczy? Tym razem przyciągnął mnie do niej tytuł, ale tego może nie będę Wam wyjaśniać. Z resztą, jak tak sobie myślę, to chyba nieistotne. "Telefon od Anioła" jest idealnym potwierdzeniem tego, że liczy się wnętrze. 

Romantyczny thriller, z którego nikomu nie uda się ujść cało, nawet czytelnikowi - przekonuje nas na okładce Le Figaro Magazine. Mogłoby się zdawać, że przy książce, która sprzedaje się w tak dużej ilości egzemplarzy (800 tysięcy w rok) - na okładce siłą rzeczy nie da się, a może nie powinno się?, pisać niczego innego. Tak więc pokręciłam głową widząc to zdanie i otworzyłam książkę...

Na brzegu jest bezpieczniej, ale ja lubię walczyć z falami - cytaty Emily Dickinson na pierwszej stronie. I myślę, że te słowa można by uznać za charakterystykę głównej bohaterki. Madeline wiedzie spokojne życie w Paryżu, prowadząc niewielką, urokliwą kwiaciarnię. Ma kochającego narzeczonego, który poszedłby za nią w ogień, piękny dom, który tworzą nie tylko ściany, przyjaciółkę, oddaloną o setki kilometrów, ale bardzo bliską... I przeszłość, która przypomina o sobie każdego dnia. A im bardziej zagłębia się w tajemnice Jonathana, tym dosadniej uświadamia sobie, że są do siebie podobni... 

Moje cierpienie ma źródło głębiej - Flannery O'connor, jako początek 20. rozdziału. Każdy z 38. rozdziałów rozpoczyna się cytatem, jednym lub dwoma zdaniami mniej lub bardziej streszczającymi to, o czym będziemy czytać na kilku najbliższych stronach. Z początku mowa jest głównie o samotności. To ta część przedstawienia bohaterów, ujawnienia ich tajemnic, głęboko skrywanych lęków. A wierzcie mi, że jest ich wiele. Coś Wam o nich opowiem, na zachętę. 

O Madeline już wspomniałam. Jako istotną informację dodam jeszcze, że przeszłość, która o sobie przypomina jest ściśle związana z Alice Dixon. Zaginioną nastolatką, nad której sprawą Maddie pracowała przez kilka długich miesięcy. Z którą poczuła więź emocjonalną, choć nigdy nie stanęły oko w oko. Bardzo nieprofesjonalnie, myślicie? Owszem, również. Ale przede wszystkim, kiedy człowiek czuje się tak silnie związany z osobą, o której śmierci przesądziły już wszystkie służy, media, i obywatele nie tylko Londynu, ale całego kraju... trudno się nie załamać. I Madeline się to nie udało... Dlatego też rzuciła pracę w policji. 

Jonathan? Szef kuchni. Właściciel sieci restauracji, stolik w których trzeba było rezerwować już rok wcześniej. Kucharz, który sprzedał prawa do własnego nazwiska, aby wyjść z długów. Mężczyzna, którego żona zdradziła z  jego najbliższym współpracownikiem i przyjacielem zarazem. Chociaż, nie wszystko jest takie, jakim z początku się wydaje... Tak więc Jonathan, podniesiony na duchu przez byłego szwagra - otworzył wreszcie niewielkie bistro, w którym serwowane są dobre, aczkolwiek bardzo proste dania. Bo fakt, że sprzedając swoje nazwisko podpisał dokument mówiący o tym, że nigdy już nie wymyśli żadnego dania to jedno. Ważniejsze jest to, że przy rozwodzie stracił do tego chęci... 

Aż wreszcie zdajmy sobie jedno, podstawowe pytanie: co sprawia, że ludzie zaczynają być ślepi na to, co dzieje się wokoło? Odpowiem Wam - emocje, przede wszystkim. Kiedy są zbyt głośne, kiedy jest ich zbyt wiele - człowiek traci zdolność racjonalnego myślenia. Dlatego też czasem potrzeba nam kogoś, kto na całą sprawę spojrzy z boku. Kogoś, kto grzebiąc w naszym telefonie zauważy rzeczy, których my sami nigdy nie dostrzegliśmy, choć analizowaliśmy wszystko tak wiele razy. Kogoś, kto po dwóch latach szaleńczej samotności i niepełnej egzystencji sprawi, że robiąc krok w tył, wracając do przeszłości, zaczniemy działać, a nie tylko rozmyślać nad tym, co się wówczas wydarzyło. Czasem to jedyny sposób, żeby ruszyć naprzód. 

I mogłabym tak pisać jeszcze długo, bo do powiedzenia mam naprawdę wiele. Ale nie chcę odkrywać Wam wszystkiego. Ten romantyczny thriller, z którego nikomu nie uda się ujść cało, nawet czytelnikowi sprawił, że czytając ostatnie zdanie chciałam... szukać, czy reszta się gdzieś nie zapodziała. Niewiele jest książek, które odbierają mi mowę. "Telefon od Anioła" jest jedną z tych, po których jedynym, co czułam były niedosyt i niedowierzanie. No bo... jak można to skończyć tak szybko, w takim momencie? 

A jako ciekawostkę dodam Wam, że Guillaume Musso, przed napisaniem tej książki, w sierpniu 2007 roku... zamienił się telefonem z jakąś kobietą na lotnisku w Montrealu. ;)

Moja ocena: 6/6

3 komentarze:

  1. Bardzo fajny opis, jak znajdę tą książkę u mnie w bibliotece to na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam straszną ochotę na tą książkę. No ale nie mam na razie kasy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, ze dodaję ( :P ) bloga do obserwowanych :P

      Usuń