sobota, 20 października 2012

Anna Ficner Ognowska, "Krok do szczęścia"

Autor: Anna Ficner-Ognowska
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: wrzesień 2012
Liczba stron: 416

Hania przygotowuje się do ślubu Dominiki. Ten radosny czas przywołuje wspomnienia z jej własnego ślubu i tragedii, która wydarzyła się następnego dnia. Dzięki miłości i wsparciu pani Irenki, Dominiki i Mikołaja Hania wreszcie odważy się wrócić myślami do tamtych dni, nie po to jednak, by rozpamiętywać stratę, ale by pogodzić się z tym, że życie płynie dalej. Mikołaj zaś odkryje, że najtrudniej jest rywalizować ze wspomnieniami Hani o nieżyjącym mężu i że walka o jej uczucie jeszcze się nie zakończyła.Na światło dzienne wychodzi w dodatku rodzinna tajemnica z przeszłości. Niespodzianki zaczynają się mnożyć. Wkrótce w życiu Hani pojawi się bliska osoba, o której istnieniu nie miała dotąd pojęcia i przez którą musi na nowo zbudować obraz własnej rodziny.


Wspominałam o tej książce w notce podsumowującej sierpień (klik). Oczarowana pierwszą częścią, czyli „Alibi na szczęście” (przejdź do recenzji) wiedziałam, że gdy tylko ta część pojawi się na sklepowych półkach, będę musiała ją nabyć. I tak oczywiście się stało! 

Przyglądając się okładce (moje małe zboczenie - zawsze ważność i fajność książki oceniam właśnie po okłądce) doszłam do wniosku, że jest bardzo jesienna. Kobieta ubrana w sweter, w kolorze jesieni, z kubkiem gorącej herbaty. To naprawdę przypomina mi jesienne wieczory, w które - nomen omen - ją czytałam. 

Odnośnie samej książki mam mieszane uczucia. Niepodważalnym faktem jest to, że mi się podobała - strasznie mi się podobała - ale ile można o tym mówić? No dobra, postaram się wymyślić coś konstruktywnego, ale nie obiecuję, że nie będzie to spojlerem. No więc (a mówiła pani w szkole, NIE ZACZYNAJ ZDANIA OD NO WIĘC!) po przeczytaniu pierwszej części mogłoby się wydawać, że Hania i Mikołaj są parą i nic już ciekawego w ich życiu się nie wydarzy. Że wkradnie się do ich związku monotnia i takie tam. A tu sprawa przedstawia się nieco inaczej - bo oni nawet nie wiedzą, czy na dobrą sprawę ze sobą są. Ślub Przemka z Dominiką przywołuje stek niechianych wspomnień z jej ślubu, jednak Kobieta pokonuje granice, o których jeszcze przed kilkoma miesiącami w ogóle bała się myśleć.  Mikołaj z Przemkiem dostają intraktną propozycję wybudowania czegoś tam  w Chorwacji, gdzie wyjeżdżają, Dominika, czekając na przyjście dziecka na świat świruje, więc Ona musi się nią opiekować, a żeby nie było nudno okazuje się, że Aldonka chce wyjść za Dyrektora, który swojego czasu ją samą adorował. W dodatku, na domiar złego na jaw wychodzi pewna tajemnica skrycie chowana przez jej zmarłych rodziców.

Jak odnaleźć się w tym wszystkim i nie zwariować? Jak robić postępy, jednocześnie stąpając twardo po ziemi? Jak pokazać, że jest w porządku, skoro w wewnątrz tylko kotłuje się od niepowołanych myśli, rujnujących kompletnie samoocenę? Jak zmierzyć się z bolącymi wspomnieniami, tylko po to by ruszyć w przyszłość z wysoko podniesioną głową? To wszystko staje się dla Lerskiej kompletną abstrakcją, jednak wie, że by móc ułożyć sobie życie z Mikołajem, musi sobie wszystko poukładać. Nie może odrzucać myśli o ślubie i o życiu, które miała prowadzić, a które runęło w jednej chwili. 

Krok do szczęścia  czytało mi się równie szybko co Alibi na szczęście, które jednak było nieco grubsze. A tu - nim się spostrzegłam, byłam na ostatniej stronie! Szkoda, że nie będzie kolejnej części, bo ja naprawdę przeczytałabym z wielką chęcią co tam u Dominiki i Przemka i - paradoksalnie - czy Hanka odnalazła w końcu spokój ducha. 

Każdemu, kto przeczytał część pierwszą, tą książkę polecam. Moim skromnym zdaniem w sam raz nadaje się na jesienne wieczory wraz z kubkiem herbaty ;)

Moja ocena: 6/6

I na sam koniec przejdę do spraw organizacyjnych - w związku z tym, że każda z nas, autorek, zaczęła szkołę czy studia, przez ostatni miesiąc był tu katastrofalny zastój. Aby nad tym zapanować (a właściwie pozbyć się tego cholerstwa) wymyśliłyśmy, że posty z recenzjami będą pojawiały się raz w tygodniu, w sobotęPo przecież to, że nie publikujemy recenzji nie znaczy, że książek nie czytamy, bo ja, okej, może w okrojonych ilościach, czytam. Za tydzień napisze któraś z dziewczyn, o ile dogadamy się w sprawie harmonogramu. 

5 komentarzy:

  1. "Alibi na szczęście" pięknie prezentuje się na mojej półce, ale muszę w końcu sięgnąć po tę pozycję. Mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu i będę miała wtedy okazję do sięgnięcia po "Krok do szczęścia". :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Obie książki mam nadzieję w końcu przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kojarzy mi się autorka. Być może w końcu przeczytam, o ile nie zapomnę, bo lista lektur do przeczytania wydłuża się...

    (Zlodziej-Mysli - nowy post)

    OdpowiedzUsuń
  4. Obie części dopiero przede mną. Fakt zastój buł. Myślałam , że blog został usunięty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam wszystkie część. Są nieziemskie!

    OdpowiedzUsuń