poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Stephen King "Komórka"


Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Oryginalny tytuł: Cell
Data oryginalnego wydania: 2006 rok
Data polskiego wydania: 2007
Liczba stron: 432

„Młody rysownik Clay Ridell ma powody do zadowolenia. Przed chwilą podpisał lukratywny kontrakt wydawniczy. Uczcił ten radosny fakt zakupem prezentu dla żony. Wracając ze spotkania, jest świadkiem budzących grozę wydarzeń. Elegancko ubrana kobieta i dwie nastolatki wpadają w krwiożerczy szał. Nie tylko one. Ulice zapełniają się bełkoczącymi ludźmi, przechodnie bez powodu rzucają się na siebie, z nieba spadają samoloty. Szaleństwo ogarnia każdego, kto odebrał telefon komórkowy. Tajemniczy sygnał, później nazwany pulsem, nie niszczy aparatów, ale wyzwala agresywne, destrukcyjne skłonności. Świat ogarnia chaos, zaczyna się bezlitosna walka o przeżycie. Syn Ridella i jego żona są w domu, z dala od Bostonu. Clay musi do nich dotrzeć, nim Johnny użyje komórki, którą otrzymał na dwunaste urodziny. Pieszo, bo komunikacja już nie istnieje. Na będących w podobnej sytuacji wędrowców czyhają zombi, ofiary Pulsu, zabijając nielicznych, którzy pozostali normalni. Jedynym bezpiecznym miejscem jest centrum stanu Maine, obszar znajdujący się poza zasięgiem telefonii komórkowej. Ostatnia enklawa ludzkości, czy przemyślnie skonstruowana pułapka?”

Zachęcona „Christine” sięgnęłam po kolejną książkę Kinga licząc, że znów zachwycę się tak jak wtedy, za pierwszym razem. Oczywiście, tak się stało, tylko moim skromnym zdaniem, do tej książki powinien być dołączony kupon na darmową terapię u psychiatry czy psychologa… Ale od początku.

Jednym z głównych bohaterów jest Clay Ridell (czy tylko ja widzę podobieństwo do nazwiska Voldemorta? :D ), młody rysownik. Wraz z postępem akcji, do Claya dołączają inni, Ci, którym udało się umknąć złej mocy przesyłanej przez telefony komórkowe. Tak więc był on (Clay), młoda, piętnastoletnia dziewczyna o imieniu Alice oraz mężczyzna, którego imię wyparowało mi chwilowo z głowy. O, mam, Tom. Tak, to był Tom…

Zła sytuacja, niebezpieczeństwo czyhające na nich z każdej strony zmusiło ich do tego, by pogłębić swoje więzi. W ciągu jednego dnia z osób, które w ogóle się nie znały, których życia kompletnie różniły stali się bliskimi sobie osobami. Bo przecież w grupie łatwiej, prawda? Ale o co chodzi?

Jak sam tytuł mówi, mamy do czynienia z komórkami, które w oczach bohaterów są czymś totalnie niebezpiecznym. Gdy ktoś przyłożył ją do ucha, tracił zmysły. Zaczynał zachowywać się jak zwierzak, a momentami jeszcze gorzej. Odgryzanie uszu, wgryzanie się w szyje, zwisające policzki „przyszyte” do brody. Istny obraz koszmaru.

Świat się kończy.

Może to ta apokalipsa, która zapowiadana jest na grudzień 2012?

A może tytuł powinien brzmieć „Noc trupów”? Bo kiedy jest noc, potwory śpią, a ludzie mogą żyć. Dzień zamienia się z nocą. Ludzie zmieniają tryb swojego życia.

Ze strachu.

No ja mówię, że potrzebuję psychologa. Właściwie, jak przeczytałam Rodzicielce krwisty fragment, sama ze smutkiem oznajmiła, że chyba mnie do psychiatry trza wziąć…

Nadal jestem w szoku. Pozytywnym.

I chyba w związku z tym odpocznę od Kinga, co w ty na to?

Oczywiście 5/6, jeden punkcik odjęłam za drastycznośc, stanowczo nie na moje nerwy :D

Znów mam wrażenie, że działam na swoją niekorzyść. Czerpę z końca wakacji tyle, że siedzę do drugiej nocy, by skończyć książkę, a na drugi dzień jestem kompletnie niewyspana, ale jaka dumna z siebie! Jeszcze trzy zaległe recenzje, i będę na bieżąco... Ciekawe jakie to uczucie!

1 komentarz:

  1. Planowałam "Komórkę" jakiś czas temu, ale akurat mi wykradli z biblioteki, kradzieje jedni >:(
    Po takiej recenzji na pewno sięgnę, bo lubię niszczące psychikę książki :D Zwłaszcza że ta jest znacznie grubsza niż "Fungus" (polecam do połowy :D)
    Pozdrawiam i sama się biorę za recenzję... Wreszcie się pozbierałam z tym wszystkim, przepraszam za taką zwłokę!

    OdpowiedzUsuń