piątek, 31 sierpnia 2012

Anna Janko, "Pasja według św. Hanki"



Autor: Anna Janko
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: maj 2012
Liczba stron: 368


"Najnowsza książka Anny Janko to piękna opowieść o potężnej sile miłości, która jak demon, zarazem tworzy i niszczy, prowadzi na szczyty egzystencjalnych doznań, ale także porzuca na krawędzi, spycha na dno, w pobliże śmierci. 

 Hanka, bohaterka „Dziewczyny z zapałkami” zbliża się do czterdziestki, jest matką dwójki dzieci, rozczarowaną małżeństwem żoną, niespełnioną poetką. I wtedy pojawia się ON, a wraz z nim wielka namiętność, ekstremalne przeżycia, szansa na szczęście. Ale też poczucie winy i ból. Autorka opisuje z przenikliwością, niezwykłą dynamiką, dramat miłości i udowadnia, że polszczyzna jest w stanie unieść temat erotyki i seksu. Uczta dla zmysłów, uczta dla umysłu."

Zachęciła mnie okładka. Przyznam się bez bicia, że nie czytałam „Dziewczyny z zapałkami”, więc mogę mieć nieco inne zdanie na temat tej książki, nie znając jej poprzedniczki. Ale może od początku…

Na książkę trafiłam oczywiście w Empiku, w którym to zaginęłam, znużona innymi zakupami. Najpierw zachęciła mnie śliczna, zmysłowa wręcz okładka, a później niebanalny tytuł, który wydał mi się… może nie śmieszny, ale jakiś taki nieprawdopodobny. Wróciłam do domu i niezbyt ucieszona odłożyłam ją do „poczekalni”, ponieważ miałam jeszcze kilka książek z biblioteki, z którymi chciałam się jak najszybciej uporać.

Gdy w końcu wpadła w moje ręce, zaczęłam ją pochłaniać. Na samym początku narracja lekko mnie denerwowała – nawet nie chodzi o to, że mi się nie podobała, bo ostatnimi czasy sama z taką zaczęłam praktykować, ale drażniły mnie słówka, które, według mnie, nie powinny się znaleźć w książce, a raczej w języku potocznym. Dopiero gdzieś po kilkunastu kartkach zrozumiałam, że taki jest charakter książki, więc moim zadaniem jest się jedynie do tego przystosować.

Jak pomyślałam, tak i zrobiłam. I jestem niesamowicie zadowolona z tego, że wkręciłam się w czytanie, bo książka naprawdę jest rewelacyjna.

Główną bohaterką jest niemal czterdziestoletnia Hanna, artystka, matka dwójki dzieci, żona. Niby ustatkowana, niby pewna tego, co chce osiągnąć, a w głębi duszy pragnąca kochania, takiego prawdziwego. Monotonii, która wkradła się do życia jej i jej męża, chciałaby się pozbyć…

„Zakochany człowiek nie ma sumienia. Możesz mieć męża, żonę, chorą matkę, debet w banku, czterdzieści lat, wszystko jedno. I tak dzielą cię od tego pradystanse i lata gwiezdne. W dodatku masz tę absolutną pewność, jaką miewają prorocy, że wiesz, co robisz, i wszystko będzie, jak ma być.”

W książce roi się od bogatych w wiedzę cytatów. Tych, które mówią o miłości, ale i tych, które wygłaszają  gorzką czasem prawdę o naszym marnym życiu.

Hania poznaje Go w najgorszym momencie swojego życia. Kiedy nie znajduje pocieszenia u boku męża, jest On. On, który wysłucha zawsze, kiedy tego będzie potrzebowała. On, który będzie dla niej zawsze wtedy, kiedy będzie go chciała. Czyż nie idealnie? Zatracają się w swoim romansie, skrycie ukrywanym przed Jego żoną i jej mężem, Pawem (bo tak go nazywa, a naprawdę ma na imię Paweł). Są jeszcze dzieci – dziesięcioletnia dziewczynka, która staje się opoką Hanki oraz piętnastoletni syn, który kurczowo trzyma się ojca.

Mimo wszystko, rozumiem, dlaczego Hania tak postąpiła, co nie znaczy, że podzielam jej zdanie. Czuła się niezrozumiana – zagubiona w dużym, prawdziwym świecie. Zawsze pragnęła miłości, uczucia… Niezrozumienie najpierw nadeszło ze strony teściów, z którymi mieszkała. Później do tego wszystkiego dołączył się chłodny ton Pawła…

A miłość ją uskrzydliła, więc co w tym złego?

„Pasja wg. Świętej Hanki” opowiada o zagubieniu. O prawdziwej miłości, która jest w stanie przetrwać wszystko i o tym, że nie można być w związku z kimś, kogo naprawdę się nie kocha. Kiedy spotka się kogoś, kogoś obdarzy się prawdziwym uczuciem, wszystko przestaje się liczyć. I wszystko jest prostsze…

Cotygodniowe spotkania, listy…

I fragment, który spodobał mi się najbardziej. Kiedy to ich mieszkanie miało zostać zalane powodzią, a Paweł ratował listy, które pisał do Hanki nie on, a jej kochanek…

Oczywiście moja ocena to 6/6.

Czaicie, że to koniec wolnego? Bo ja naprawdę nie mogę tego zrozumieć...

4 komentarze:

  1. Okładka jest wręcz rewelacyjna. Zakochałam się od razu. Romansów, niestety, nie lubię, ale może tutaj zrobię wyjątek. Mam pytanie: skończyło się happy endem czy nie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ci powiem, to spalę niespodziankę :D

      Usuń
  2. Bardzo intrygująca recenzja tak samo jak okładka. Z pewnością wkrótce sięgnę po tę książkę.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetna recenzja, teraz wiem , że warto przeczytać, a początkowo nie byłam przekonana do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń